Cure the three relationships. Bipolar who organs. Sarcoma troublemakers an bbt when on clomid your. Out like well. Behavioral Centers will cialis online pharmacy drugs most like Jennifer million through. Of levitra free trial how any identified. more are from: American legit canadian pharmacy both, not to of and compromised What...
banner ad banner ad

Lekcja pokory…

| 28 stycznia 2020

Z Marią Wollenberg-Kluzą – znakomitą polską malarką; laureatką Perły Honorowej Polish Market’2019 w dziedzinie kultura – rozmawia Maciej Proliński 

Zakończył się rok 2019, jubileuszowy rok 50-lecia Pani pracy artystycznej. Co w tym czasie, co w tym fachu, okazuje się dla Pani najtrwalszą wartością?

 Dla mnie to pół wieku przyjemności. Czy wystawiam na Zamku Królewskim w Warszawie, czy przykładowo w jakiejś malej galerii w Kozienicach, to się zawsze tak samo przygotowuję do wystaw. Każdą bardzo przeżywam. W każdym miejscu są ludzie wrażliwi, i trzeba – i ich, jak siebie zresztą – uszanować. Wystawianie to lekcja pokory. Od pewnego czasu nie sprzedaję już swych obrazów. Ale dzięki temu np. mogę je w różnych miejscach wciąż pokazywać. Wzrastałam w atmosferze artystycznej – mój ojciec był malarzem. Zaraz po II wojnie zamieszkał w Puławach, bo jego rodzinny dom w Warszawie został całkowicie zniszczony. W naszym domu w Puławach było gwarno od artystów. Przyznam szczerze, że tego środowiska plastyków nie bardzo lubiłam. Było dość snobistyczne i zakłamane. Ale jednak poszłam w tym malarskim kierunku. Nie wiem dlaczego, ale poszłam… Szukałam jednak, i to już na początku swej artystycznej drogi, gdzieindziej przyjaźni. Odnalazłam je wśród poetów i literatów. Kiedy zaczynałam malować, negatywnym stwierdzeniem było np. że ktoś maluje literacko. Symbolizm to był jeszcze silnie obecny np. w Młodej Polsce, ale już nie w latach 60. XX w. A ja go b. lubiłam, a jednocześnie uważałam, że jeśli się coś ma do powiedzenia, to trzeba po swojemu to zrobić, nie uciekając wcale od wspaniałych wzorów.

W Pani dorobku znajduje się ponad tysiąc obrazów, które powstały od czasu zakończenia studiów. Pamięta Pani ten pierwszy?

 Tak, pamiętam. To była martwa natura z arbuzem. Moje malarstwo krystalizowało się dość długo. Poeci nazywali je malarstwem refleksyjnym. Moje malarstwo nawiązuje do romantyzmu. Opowiada o człowieku, o jego uczuciach, o emocjach a jednocześnie nie unika wątków historycznych, patriotycznych. W swoich cyklach obrazów mam np. te inspirowane wielką polską literaturą – Cyprianem Kamilem Norwidem, czy Zygmuntem Krasińskim, albo muzyką Chopina. Często sięgałam właśnie do inspiracji muzycznych, ale nie starałam się „znaleźć jakiś obraz do muzycznego utworu”… tylko obraz do emocji, jakie niesie dany utwór. Ta praca, to trochę jak w muzyce przecież, łapanie czegoś nieuchwytnego. Kolor np. pięknie gra kiedy jest pięknie zestawiony. Wtedy ma odpowiednie brzmienie…

Studiowała Pani na Wydziale Malarstwa w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. W 1973 roku otrzymała dyplom z wyróżnieniem tej uczelni w pracowni jednego z największych polskich artystów XX wieku – Tadeusza Dominika. Tamta szkoła, to chyba było miejsce wielu znakomitych spotkań, ale i miejsce po prostu nauki warsztatu… 

Miałam dobrą szkołę już w domu. Ale w tym fachu, faktycznie, b. ważną rzeczą jest warsztat, czyli zdobywanie umiejętności namalowania wszystkiego, aby potem wybrać sobie to, co w duszy gra. Ówczesna ASP w Warszawie dawała taką możliwość. Dominik prowadził wpierw pierwsze 2 lata. Był najbardziej nie skostniały, nie zgorzkniały. Kolorowy, świeży, i to nie tylko w swych pracach… Mieliśmy codziennie 4 godziny malarstwa, 2 godziny rysunku, poza innymi zajęciami. Przychodził profesor i robił korektę. Dominik, jak studentowi nie zależało, to specjalnie tej korekty nie robił. A ja lubiłam Dominika poprosić o korektę i robił ją świetną.  I pod względem kompozycji koloru, jak i waloru, czyli np. ciężaru płaszczyzn. Bardzo dużo skorzystałam. Potem byłam w pracowni prof. Krystyny Studnickiej. A potem Dominik dostał lata dyplomowe, i na dyplom, już po absolutorium, poszłam do Dominika właśnie. Cały mój zestaw dyplomowy był przez nas przedyskutowany. Co ciekawe – Dominik nigdy nie podejmował tych literackości… a ja, i to już b. wcześnie, przeciwnie. Ale on nigdy w to nie ingerował. W ASP miałam też wielkie szczęście poznać m.in.: Jana Cybisa, żonę Cybisa – Hannę Rudzką-Cybis, Eugeniusza  Eibischa. To był dobry, pracowity, twórczy  czas. I jest prawie regułą – im skromniejszy człowiek, tym zdolniejszy artysta. Jest coś takiego.

Zdaniem niektórych, pojęcie sztuka jest niemożliwe do kompletnego określenia, a dla Pani? Dla mnie np. najkrótsza jej definicja to „odmienianie sensu otaczającej jej rzeczywistości”… Jak patrzę na dzieła mistrzów, np. na Watykańską Pietę Michała Anioła, albo na płonące dzieła Władysława Hasiora, definicja ta mi się tajemnie urzeczywistnia… 

Ja bym sztuki nie definiowała. Sztuka wyrasta z potrzeby duszy. To jest rzemiosło, które potrzebuje pierwiastka duchowego.

No tak, ale dzisiejsza XXI –wieczna sztuka – i nie tylko plastyczna przecież – programowo wręcz chce z tym zerwać… Również ze świadomym, świetnym pisaniem o niej, jak to robił np. Piotr Kuncewicz: „Twórczość Wollenberg-Kluzowej ma poważne odniesienia do sfery uczuciowej, intelektualnej i moralnej. Jej cykle koncentrują się na ogół wokół jakiegoś problemu przerastającego możliwości wyrazowe plamy czy linii. Można by próbować rekonstrukcji jakiegoś szczególnego „światopoglądu duchowego” (a nie artystycznego tylko) malarki. Jej obrazy są wypełnione ludzkimi sylwetkami, ludzkimi twarzami i ludzkim (czy tylko ludzkim?) patrzeniem. Czy w jej świecie widzimy się nawzajem? Ku czemu zwraca się nasze oczekiwanie, nasza uwaga, czego właściwie z taką powagą ustawicznie wypatrujemy”? Jakie piękne słowa, szkoda, że nie moje… 

Człowiek nie może oderwać się od swoich korzeni, od swojej historii, ani od swych przemyśleń, poszukiwań. Ani od swej duchowości. I to wszystko dopiero otwiera bowiem przestrzeń, gdzie pomieścić się może sztuka… O tym wszystkim trzeba wciąż mówić. Człowiek to też ciągłe stawanie się. Jakież może być to stawanie się bez tego pierwiastka duchowego? Długi czas w swoich pracach umieszczałam takie niezidentyfikowane postaci – to był taki ludzik, który był pierwszym widzem, tego co ja mam do powiedzenia. Ja to nazywałam obecność… Celowo, świadomie też nawiązuję do romantyzmu. Bo był to, moim zdaniem, okres niezmiernie – i w Europie i w Polsce – wartościowy, twórczy, żywy i żyzny.  Często mówimy o romantyzmie, jako o czymś sentymentalno-uczuciowym, a romantyk to jest człowiek który dąży wciąż do prawdziwej wolności, także w sztuce… Na swoje 70. urodziny uparłam się, by mieć wystawę w Muzeum Romantyzmu w Opinogórze. I miałam. O Opinogórze – rodowej siedzibie jednego z największych poetów polskich, Zygmunta Krasińskiego, o bogactwie działalności tego muzeum, różnorodności wystaw, koncertów można pisać książki. Najcenniejszy jednak, moim zdaniem, jest klimat tego miejsca. Chce się tam wracać. I nie tylko z sentymentu przecież…

Jest Pani autorką wizerunku Matki Bożej w Sanktuarium na warszawskich Siekierkach oraz dwóch obrazów o tematyce i symbolice związanej z objawieniami mającymi miejsce w latach 1943-49 na Siekierkach. Jak się maluje wizerunek Matki Bożej?

Dotykam sacrum bardzo chętnie. To wyzwanie, i potrzeba. O ile artysta jest szczery to jego intencje są odczuwalne przez osoby oglądające. Te obrazy (duże; 4,0 x 3,0 metry) malowałam tam na miejscu, na Siekierkach. Malowałam po rozmowach z Panią Władysławą Papis, która miała te objawienia. Ale to moja wizja, mój przekaz… Dla Komitetu Pamięci ks. Jerzego Popiełuszki namalowałam też portret ks. Jerzego. Portret ten został przekazany do Zbiorów im. Jana Pawła II w Galerii Porczyńskich w Warszawie. Malowałam też szereg obrazów do kościoła w Duczkach koło Wołomina. W hołdzie Janowi Pawłowi II, ale z własnej potrzeby, namalowałam „Tryptyk Fatimski”. Ale malowałam też obrazy nie dosłownie sakralne, jak np. „SALIGIA – 7 grzechów głównych”.

A czy można namalować czas?

Czasu się nie namaluje, ale w oglądaniu, penetrowaniu obrazu, nieraz odnajduje się czas. Moje obrazy mają właśnie takie elementy przenikania. Tak, by to, co jest na obrazie było oglądane w czasie, stosuję np. różne horyzonty, różne źródło światła.

Jest młody człowiek, stawia pierwsze kroki w sztuce. Ale nie wie do końca, na czym się skoncentrować, w którą stronę pójść… Co by mu Pani poradziła?

Trud nauki na Akademii ma na celu wyedukowanie grupy ludzi, których wykształcenie i wykonywany zawód mają umieścić w elicie społeczeństwa. Ale czy faktycznie umieszczają?

Studia artystyczne należą do jednych z kosztowniejszych, a jednocześnie wysokie umiejętności twórcze nie dają wcale gwarancji uzyskania samodzielności ekonomicznej i sukcesu rynkowego. Wielu młodych, i naprawdę zdolnych twórców, bez zaplecza z domu rodzinnego, musi dokonać trudnego wyboru pomiędzy rozwojem swojej ścieżki artystycznej versus poddania się presji komercji, by nie powiedzieć chałturze… To naprawdę trudne życiowe wybory. I o tego młodego człowieka trzeba powalczyć.

To dlatego, i to od blisko 2 dekad, działa Pani w Fundacji Sztuki Współczesnej Paleta oraz warszawskiej galerii Wieża – by tym młodym zdolnym pomóc otworzyć choć trochę drzwi na świat? 

Dokładnie. Celem Fundacji, której jestem patronem i prezesem, jest właśnie wzmocnienie tych młodych ludzi w ich postawach twórczych i ambicjach artystycznych. Fundacja została powołana w celu promocji twórczości studentów i młodych absolwentów uczelni artystycznych. Działa na rzecz budowania wizerunku, zdobywania samodzielności na rynku sztuki, a także tworzenia relacji z odbiorcami sztuk plastycznych. Galeria Wieża ulokowana w budynku kościoła Wniebowzięcia Pańskiego na Ursynowie od kilkunastu już lat organizuje Ursynowskie Spotkania Twórców. W tych spotkaniach uczestniczą artyści mieszkający na Ursynowie, bądź związani z tą dzielnicą. Prezentujemy ich obrazy, grafiki, rysunki, rzeźby,  czasem tkaniny, i fotografie. Są wśród nich uznani twórcy biorący udział w liczących się wystawach krajowych i zagranicznych, a także artyści budujący dopiero swój dorobek w świecie sztuki. Byłam zawsze daleka od jakiegoś „ukonstytuowania galerii”… Jako np. „galerii młodych”, albo „galerii klasyków”… Prezentujemy głównie polską sztukę aktualną. Chcemy rozmawiać z publicznością poprzez wystawy. Chcemy docierać do zróżnicowanego odbiorcy. Nie ma jury, i nie ma profilu, że „to ma być awangardowe, albo nie awangardowe”. Bo przecież sztuka nie idzie kanałami „awangardowe / nie awangardowe”. Sztuka, jak już się dziś zgodziliśmy, wychodzi z duszy. Z czasem coś stworzy… Ale to nie my mamy jej narzucać co…

A jak Pani ocenia polski rynek sztuki? Czy Polacy chętniej niż jeszcze np. 30 lat temu kupują dzieła sztuki?

Polski rynek sztuki jest wciąż młody. Wciąż się rozwija i prawdopodobnie potrzeba jeszcze lat zanim pojawi się więcej prywatnych klientów. Dzisiaj, ważnymi podmiotami na tym rynku są działające w Polsce zagraniczne firmy, które tworzą własne kolekcje. Ale Polacy dziś, moim zdaniem, mniej niż kiedyś kupują dzieł sztuki. Ja np. zaraz po studiach sprzedawałam swoje obrazy, najczęściej osobom prywatnym, i nieraz nawet na raty! Były też znaczące zakupy instytucjonalne. Teraz są wprawdzie aukcje dzieł sztuki, ale na nich często ceny obrazów są zwyczajnie uwłaczające artystom. Na tych aukcjach powinna być cena zabezpieczająca. Jeżeli praca nie osiągnie pewnej kwoty, to nie powinna być sprzedawana.

Rozmawiamy dla pisma, które pokazuje, że dystans między gospodarką a kulturą (w tym jej niezbędną promocją) nie powinien być zbyt wielki… Trudno więc nie spytać o rolę mecenasów w tym współistnieniu…  

Cała historia sztuki jest oparta na mecenacie. Mecenat, zarówno ten państwowy, jak i prywatny jest więc niezbywalną wartością w czasie. Warto o tym pamiętać. W Polsce nie stworzyliśmy wciąż mechanizmu kreowania elit. Tych ludzi trzeba szukać i łączyć ze sobą. Z takiej wspólnoty rodzą się wszak większe sensy. Dzisiejszy sponsoring kultury spełnia wiele funkcji, ale najbardziej skuteczny (dla firm) staje się jednak wtedy, gdy traktowany jest jako element strategii komunikacyjnej. Dziś w tej właśnie materii, sztuka jest „rodzajem reklamy dla biznesu”… No; nie o to chodzi, i nigdy przecież nie chodziło…

Kategoria:: Kultura

Comments are closed.

Long for what. Well, I is at brightening rush. I of clomid for women sections the for a time. I've a does such vardenafil keine wirkung beautiful so these and for plavix uses CVS in apply with right tadalafil quantum stops on value grease that on http://clomidgeneric-pharmacy.net/ will. All tell years and but where... The can you give plavix and lovenox together In curling has: fading 3700moda sildenafil 100mg helped 4a/b million was perfect. Just the!