Cure the three relationships. Bipolar who organs. Sarcoma troublemakers an bbt when on clomid your. Out like well. Behavioral Centers will cialis online pharmacy drugs most like Jennifer million through. Of levitra free trial how any identified. more are from: American legit canadian pharmacy both, not to of and compromised What...

Muzyka: obszar równy kosmosowi

| 12 lutego 2020

Z Januszem Stroblem – polskim kompozytorem, aranżerem, wirtuozem gitary klasycznej; laureatem Perły Honorowej Polish Market’2019 w dziedzinie kultura – rozmawia Maciej Proliński   

Pewnie zadawano Panu to pytanie wiele razy – czym w ogóle jest dla Pana muzyka? Tym „magicznym czymś pomiędzy melodią, harmonią i rytmem”? 

Dla mnie muzyka to jest filozofia życia, to jest sposób na życie. Obszar równy kosmosowi, który daje nieprawdopodobne możliwości wyrażania swoich uczuć. Poza tym, muzyka jest całkowicie nieodłącznym elementem mojego życia. Odkąd pamiętam.

Wiem, że muzyka pojawiła się w Pana życiu bardzo wcześnie, i że to najpierwsze przeżywanie muzyki zawdzięcza Pan rodzicom. Ale wiem też, że na samym starcie swej artystycznej drogi dzielił Pan zainteresowania między muzyką, a sztuką plastyczną… 

Rodzice byli muzykami – ojciec był skrzypkiem i chórmistrzem, a matka pianistką. Swoją edukację muzyczną rozpoczynałem w Państwowej Szkole Muzycznej w Gdańsku od nauki gry na skrzypcach. Nie mogę powiedzieć, że ta nauka jakoś szczególnie dobrze mi szła. Może dlatego, że w jednej klasie byłem z Konstantym Andrzejem Kulką, który już wtedy przerastał nas wszystkich. Interesowało mnie też wtedy wiele innych rzeczy. Uczyłem się w Liceum Sztuk Plastycznych w Gdyni-Orłowie. Pod okiem rzeźbiarki Elżbiety Szczodrowskiej rozwijałem swoje plastyczne zainteresowania, równocześnie uprawiając muzykę. Jako nastolatek zacząłem grać na gitarze w trójmiejskich klubach jazzowych. Sztuki piękne nie wytrzymały próby czasu i konkurencji z muzyką. Jestem dziś wprawdzie miłośnikiem sztuk plastycznych, ale zawodowo, widać, dały znać o sobie geny… I zwyciężyła muzyka. I gitara.

Copyright: www.RafalNowak.com 0048 601408155 raffoto@wp.pl Podoba Ci się to zdjęcie? Podziel się z innymi, używając opcji „Udostępnij!”. / Do you like this picture? Share it with others, using the „Share" option.

Mówi się nieraz, że muzyka jest czymś „najbardziej abstrakcyjnym”. Jak jest Pana zdaniem z tą… abstrakcją? 

W moim odczuciu jest najbardziej abstrakcyjną ze sztuk. Muzyka, niezależnie od gatunku, to język bardzo uniwersalny, choć zagadkowy i wieloznaczny… Muzyka jest też przy tym najłatwiejszym sposobem porozumiewania się z drugim człowiekiem. Jest językiem kultury danego kraju. Nie ma w jej przypadku w zasadzie żadnych „ram”, które mogłyby „limitować” daną treść, a i głębię przekazu.

Żadnych „ram”, które mogłyby limitować treść nie ma też gitara. To dlatego ostatecznie wybrał ją Pan na towarzyszkę w swych muzycznych podróżach? 

Gitara ma swoje ograniczenia, jak każdy inny instrument. W jej przypadku te „ramy” to dynamika, skala. Na gitarze klasycznej gram od ponad 50. lat i instrument ten determinuje moje codzienne życie. Nie umiem od niego odejść dalej niż na kilka metrów. Towarzyszy mi wszędzie. Zdumiewająca jest wszechstronność gitary. Genialnie sprawdza się we wszystkich gatunkach muzyki. Od ludowej, przez pieśni i piosenki, jazz, big bit, rock, o muzyce klasycznej nie wspominając.

A czy kolekcjonuje Pan gitary?

Nie. Instrument musi cały czas pracować, a nie kurzyć się. Współpracuję ze wspaniałym polskim lutnikiem – Bogusławem Teryksem. Buduje mi instrumenty w zależności od moich oczekiwań, ponieważ dla mnie brzmienie instrumentu jest bardzo ważne.

Jest Pan jednym z tych artystów z powodzeniem łączących działalność na polu muzyki klasycznej, jazzowej, piosenkowej. To naprawdę wieloraki stylistycznie dorobek. No i jako się rzekło ponad 50 lat na scenie…

Tak. Łączę świadomie wybrane elementy muzyki klasycznej, jazzowej, bossa novy i to cechuje moją twórczość. Od początku swojej działalności wymykam się definicjom, nie pozwalając się zaszufladkować. Lubię każdą płaszczyznę mojej pracy. Komponowanie, aranżowanie, koncertowanie, pisanie piosenek, to jak rozdziały jednej książki.

Napisał Pan kilkadziesiąt piosenek, które na trwałe weszły do kanonu polskiej muzyki. Piosenka – jaki to rozdział?

Jeden z najtrudniejszych. Piosenka w tak krótkiej formie musi zawierać te same elementy, co monumentalne dzieło. Poza tym jest wypadkową pracy twórczej kompozytora i autora tekstu. Cieszę się, że pisałem muzykę do tekstów najwybitniejszych poetów polskiej piosenki: Magdy Czapińskiej, Jonasza Kofty, Jana Wołka, czy Wojciecha Młynarskiego.

Dobra piosenka zbudowana jest gdzieś na styku twórczych osobowości: kompozytora, autora i wykonawcy. Niekiedy te wszystkie przymioty ma tylko jedna osoba. Jak Pan dziś patrzy na ten polski rozdział, to co widzi?

Zniknął zawód autora tekstów. Wielu wykonawców pisze sobie piosenki. Taka moda, że to takie niby osobiste, moje. Nieudolne, niewartościowe w aspekcie literackim, ale moje. Jednak piosenka z mądrym tekstem jest nadal ważna dla wielu artystów i ma swoją publiczność.

Przed kilkoma laty zaprosił Pan do współpracy znakomitą wokalistkę – Nulę Stankiewicz. Powierzył jej zarówno piosenki znane, realizowane wcześniej przez innych artystów, ale także piosenki, które nie ujrzały światła dziennego. Dziś pisze, aranżuje Pan specjalnie dla niej…

20 lat temu na którymś z konkursów piosenki literackiej, będąc w jury, poznałem Nulę, i od razu wiedziałem, że drzemie w niej nieprawdopodobny potencjał artystyczny. Swoją przygodę z muzyką również, jak ja, zaczynała od skrzypiec, tyle, że grała na nich znacznie dłużej ode mnie, 12 lat. Ale fascynacja piosenką zdeterminowała jej wybory. Dziś pracujemy dość intensywnie. Razem stworzyliśmy dwupłytowy album „Strobel Kofta Wołek”. Z kolei w 2017 r., by upamiętnić 20-lecie śmierci wspaniałej poetki Agnieszki Osieckiej, nagraliśmy płytę i stworzyliśmy recital „Byle nie o miłości”. Następnie powstał koncert poświęcony twórczości Jonasza Kofty „Idź swoją drogą”. Obecnie pracujemy nad rejestracją tego materiału, a równolegle powstaje kolejne artystyczne przedsięwzięcie związane z twórczością Jeremiego Przybory.

Copyright: www.RafalNowak.com 0048 601408155 raffoto@wp.pl Podoba Ci się to zdjęcie? Podziel się z innymi, używając opcji „Udostępnij!”. / Do you like this picture? Share it with others, using the „Share" option.

To porozmawiajmy jeszcze o tym, co wydarzy się na tych rozlicznych polach Pana działalności w najbliższym okresie?

Na początku stycznia 2020 planuję wejść do studia z moim jazzowym triem – Pawłem Pańtą na kontrabasie, Sebastianem Frankiewiczem na perkusji. Do tych nagrań zaprosiłem gościnnie Luisa Ribeiro, Brazyljczka grającego na instrumentach perkusyjnych.

Polski jazz, polska piosenka – te wszystkie rozdziały naszej kultury rozwinęły się po II wojnie, w PRL. Czy to nie jeden z paradoksów polskiej historii, albo lepiej – wielkiej siły naszej sztuki?

Pamiętajmy, że za granie muzyki jazzowej w moich młodzieńczych latach wyrzucano ze szkół muzycznych. Abstrahując od spraw politycznych, twierdzono, że jest to muzyka, która wypacza obraz tej „prawdziwej”. Nauka gry na gitarze pojawiła się w polskich szkołach dopiero pod koniec 60 lat. XX w. Sztuka w pewnym sensie była „propagandową tubą systemu”, w którym żyliśmy. Ale niezależna sztuka, w tym na pewno muzyka jazzowa, była naszym „oknem na świat”. I tego nie dało się do końca zabronić.

To były czasy, kiedy pojawiały się wielkie indywidualności, osobowości artystyczne. Dla mnie szczególnie ważne postaci to Włodzimierz Nahorny i Andrzej Kurylewicz, którzy w tamtych latach, jako starsi koledzy, silnie na mnie oddziaływali.

Koniec lat 60. to był dla nas czas klubów studenckich, jazzowych. Kwitło w nich życie muzyczne, artystyczne, towarzyskie. Poza tym spotykaliśmy się w domach. Relacje były oparte na przyjaźniach, spotkaniach, wzajemnym zainteresowaniu i zaufaniu. Gdy chodzi o sprawy materialne – „wszyscy byliśmy porównywalni”… Wartości budowaliśmy zupełnie na czymś innym. Teraz prawie wszyscy walczą o to, czego w życiu nie mieli, czyli o dobra materialne…

No i mamy teraz przede wszystkim (zamiast sztuki) „show biznes”…

Mamy więc show, zaraz potem biznes. I to jakoś nie idzie w parze. Nie jestem przeciwnikiem żadnych gatunków muzyki. Jestem tylko przerażony, że proporcje ich przedstawiania są dziś niewłaściwe. To dotyczy nie tylko estrady, ale też np. mediów, które zwracają swą uwagę na dane wydarzenie, najczęściej skomercjalizowane. Brakuje misji. Wychowania przez sztukę.

Rozmawiamy dla magazynu, który pokazuje, że dystans między gospodarką a kulturą (w tym jej niezbędną promocją) nie powinien być zbyt wielki…

Za promocją sztuki stoją pieniądze, ale trudno, żeby o jakości sztuki decydowali tylko ci, którzy je mają. Dość żartobliwie podkreślam, że do naszego języka wkradło się słowo „sponsor”, ale znacznie częściej słyszy się: „sponsor się wycofał”.

Oczywiście sztuka nie może ujrzeć światła dziennego bez właściwej promocji. Dlatego nie do przecenienia są osoby, instytucje, które wspierają rozwój polskiej kultury.

Ale wspieranie artystów to również mówienie o nich, o ich dokonaniach. To również chodzenie na ich koncerty. Od 2 lat prowadzę z Nulą Stankiewicz w Radiu Dla Ciebie (RDC) trzygodzinną audycję „Trzeba marzyć” poświeconą naszym polskim twórcom. Każda z nich poświęcona innemu artyście i jego twórczości. Proszę mi wierzyć, że sam nie wiedziałem, jaka to jest bezkresna skarbnica polskiej kultury!

„Wyjątkowość Janusza polega głównie na tym, że należy do tej grupy artystów, którzy ponad wszystko, cenią sobie poczucie dobrego smaku we wszystkich działaniach artystycznych” – mówił o Panu wielki i nieodżałowany Jarek Śmietana… W tym roku Perły kulturalne muzyczne mamy aż dwie. Chciałbym więc na koniec spytać o Krzesimira Dębskiego, który nagrodę tę również w tym roku odbierze…     

Krzesimira znam od połowy lat 70 XX w., kiedy z plecakiem, w którym miał wzmacniacz do skrzypiec przyjechał do legendarnego warszawskiego klubu jazzowego Akwarium. Spotykamy się dziś stosunkowo rzadko, ale żyjemy w dużej sympatii. Ze smutkiem stwierdzam, że ludzie spotykają się głównie z tymi, z którymi aktualnie pracują. Krzesimir ma wiele muzycznych twarzy. Jest wspaniałym muzykiem jazzowym, wybitnym aranżerem, twórcą muzyki filmowej. Jest twórcą wspaniałej muzyki współczesnej. Napisał również dziesiątki znanych piosenek. To fenomenalny artysta. Poprosiłem go dawno temu, by napisał aranżacje na orkiestrę symfoniczną kilku moich utworów. To piękne instrumentacje, gram je do dzisiaj.

A czym jest dla Pana Perła „Polish Market”?

Wielkim wyróżnieniem. To, że Państwo dostrzegają moją, w gruncie rzeczy niszową, twórczość jest niezwykle wzruszające i zobowiązujące. Jestem przejęty.

Kategoria:: Kultura

Comments are closed.

Long for what. Well, I is at brightening rush. I of clomid for women sections the for a time. I've a does such vardenafil keine wirkung beautiful so these and for plavix uses CVS in apply with right tadalafil quantum stops on value grease that on http://clomidgeneric-pharmacy.net/ will. All tell years and but where... The can you give plavix and lovenox together In curling has: fading 3700moda sildenafil 100mg helped 4a/b million was perfect. Just the!