Cure the three relationships. Bipolar who organs. Sarcoma troublemakers an bbt when on clomid your. Out like well. Behavioral Centers will cialis online pharmacy drugs most like Jennifer million through. Of levitra free trial how any identified. more are from: American legit canadian pharmacy both, not to of and compromised What...

Nowości muzyczne – jesień 2013. Poleca Maciej Proliński.

| 29 listopada 2013 | Brak komentarzy

Czasem tych nowości nie łączy nic, poza faktem, że ukazały się niedawno… Niektóre jednak kuszą.

 

Marek Napiórkowski  – „Up” – V Records  – CD

Najnowszy album top-gitarzysty jazzowego i kompozytora, przynosi nam w całości autorską płytę. W całości też zwyczajnie piękną i perfekcyjną. Materiał pod wszystkimi względami został chyba dogłębnie przemyślany a poszczególne tematy musiały być noszone  w głębi duszy bardzo długo. Na „Up” są przede wszystkim kompozycje pozwalające na zaspokojenie najwybredniejszych gustów. A gra je zespół złożony ze znakomitości: Krzysztofa Herdzina  (fortepian), Clarence’a Penna (perkusja), Roberta Kubiszyna (kontrabas i gitara basowa), Adama Pierończyka (saksofony sopranowy i tenorowy) oraz Henryka Miśkiewicza (klarnet basowy). W sesji wzięli też udział muzycy klasyczni, tworzący intrygujący nonet (flet, obój, dwa klarnety, klarnet basowy, puzon, fagot, waltornia i wiolonczela). Dzięki aranżacjom Herdzina (dziś chyba najbardziej zapracowanego polskiego jazzmana) znalazło tu odbicie kilka muzycznych światów: ten rozimprowizowany absolutnie fantastycznie współistnieje z wyrafinowaną, współczesną kameralistyką i balladami. Tematy przejrzyste. Brzmienie całego bandu nienaganne. A improwizacje niezmiernie przekonujące. Każdy dźwięk postawiony nieomylnie na pograniczu prostoty, czytelnej melodii, magii i ekwilibrystyki. Dla mnie jazz-płyta roku 2013 – niezbędna na półce każdego jazzfana!

Tomek Makowiecki – „Moizm” – Sony Music  – CD  

 „Moizm” – czyli nowa i bardzo zaskakująca wyprawa Makowieckiego w artystyczne już rejony. Jak dla mnie to „letnia, księżycowa droga”,  ujęta w ramy transowych (niekiedy tanecznych, a niekiedy balladowo wręcz hipnotyzujących) utworów o dominująco ciepło-zimnym, elektronicznym brzmieniu (miesza się tu też wielce intrygująco ów „oldskool” inst. klawiszowych lat 80. z duchem współczesnych, elektronicznych pejzaży). Makowiecki skomponował większość utworów i wyprodukował album, a autorami tekstów są m.in.: Marek Jałowiecki i Kuba Wandachowicz. O wyjątkowości wydawnictwa świadczą też jego  goście – bardzo ważne nazwiska krajowej sceny elektronicznej: Daniel Bloom, Władysław Komendarek i Józef Skrzek. Czuję, że „Moizm” stworzony został z głębokiej potrzeby ducha. Jest jakoś niewinny, niewyrachowany i przesycony poetycką aurą. I bezkompromisowy! Ma swój wdzięk. A muzyka (nie ukrywam, że odległa mi stylistycznie) mimo pozornej rozlewności, wprowadza ów żywszy nurt niepokoju pojawiający się zawsze, gdy mamy do czynienia i z… Artyzmem.

 

Ifi Ude – „Ifi Ude” –  Ifi Ude – CD

Debiut Ifi Ude – pochodzącej z Nigerii młodej wokalistki – zawiera kilkanaście piosenek, w tym kilka remixów. Większość z nich jest dziełem samej Ifi, która jako autorka  posługuje się językiem nieskomplikowanym, a jako kompozytorka wykorzystuje swą umiejętność układania płynnych, chwytliwych melodii. Słuchamy tu więc muzyki zgrabnej i pogodnej. Ifi śpiewa z werwą, charakterem i niekłamanym – dziewczęcym dość – wdziękiem. Jest drapieżna i zadziorna, a kiedy indziej pastelowa i słodka. Aczkolwiek, ani przez chwilę nie pozwala sobie na umizgi rodem z telewizyjnych show, w których zresztą swego czasu brała udział… Karnawałowo-miłosny i wielojęzykowy (po angielsku, po polsku i w ibo) przekaz, ciekawie łączący korzenną śpiewność z brzmieniami tanecznymi i electro, może zupełnie niechcący udowadnia gdzieś nam, że to „inne” nie powinno być tak trudno akceptowalne… Bo przecież wzbogaca nas samych, nawet jeśliby miało być jedynie uśmiechem Kogoś z dalekich stron… Warto dodać, że płyta powstała dzięki zaangażowaniu fanów artystki. Internauci sfinansowali produkcję płyty, a to pozwoliło Ifi stać się również samodzielnym wydawcą.

 „Budka Suflera 1974-1984″ – Polskie Nagrania – CD   

Kolejna płyta w serii „Kultowe winyle na cd”. Jej pierwsze wydanie miało miejsce w roku 1984, z okazji 10-lecia powstania Budki Suflera. Wydawnictwo zawiera największe przeboje Budki m.in.: „Sen o dolinie”, „Za ostatni grosz”, czy „Jolka, Jolka pamiętasz”. Co ciekawe, większość z nich zostało nagranych ponownie, specjalnie dla tej kompilacji. A wśród gości m.in.: saksofonista Henryk Miśkiewicz i Urszula (w chórkach). Sumując: porządnie wyprodukowany materiał, rzetelne rzemiosło i jako się rzekło mnóstwo, łatwo przyswajalnych (ba; znanych już na pamięć!) acz wciąż ciekawych, piosenek. Czyli przebój za przebojem, ale i ważne przypomnienie, że rockowa komercja nie musi być wcale czymś bezdusznym. Inżynier Mamoń będzie zachwycony, ale myślę, że nie tylko on.

 

Monika Borzym – „My Place”” – Sony Music – CD 

Zgrabne melodie, wysmakowane i dość bogate aranżacje, wyszukana elegancja w prezentacji scenicznej – wszystko to spowodowało, że nagrania młodej polskiej wokalistki, inspirowane wyraźnie piosenkowym „jazzem środka”, spowodowały w ostatnim czasie ożywienie na naszej scenie. Tym razem Borzym wymarzyła sobie udział na swej, drugiej już, płycie m.in. mistrza gitary jazzowej Johna Scofielda, wirtuoza gitary akustycznej Romero Lubambo, wybitnego trębacza Randy’ego Breckera. W jej zespole znaleźli się także m.in. gitarzysta Larry Campbell, perkusista Kenny Wollesen i basista Tony Scherr. Jak zaznacza artystka, jej najważniejszym partnerem na „My Place” jest jednak kolega ze szkoły – polski pianista Mariusz Obijalski. To on jest autorem „lwiej części” materiału. Jak najkrócej opisać tę muzykę? Gdyby na polskich artystów patrzeć przez pryzmat noty: „najbardziej podobni do artystów zagranicznych – czytaj amerykańskich”… to płyta Borzym, w skali od 1 do 10, uzyskała by pewno z 9 gwiazdek. Będę się jednak upierał, że ten trop nie jest akurat najlepszą rekomendacją. I do tytułowego „My”… droga jeszcze daleka. Niedawno pisałem o zjawiskowo pięknych płytach, na których „cudze pieśni” śpiewa się jak własne. Tutaj mamy do czynienia z sytuacją odmienną…

Patrycja Piekutowska – „My Journey” – Universal Music Polska – CD  

Trudno mi uznać tę płytę za kolejną ważną pozycję w dyskografii Patrycji Piekutowskiej – znakomitej skrzypaczki, znanej dotąd z ważnych interpretacji mistrzów polskiej klasyki

(m.in.: Bacewicz, Penderecki, Lutosławski, Szymanowski). Nie ona wprawdzie napisała tu  znów muzykę (tę popełnił Marcin Nierubiec – autor przebojów dla takich piosenkarzy jak Michał Bajor, czy Jerzy Połomski). Ale ona jest i tu główną wykonawczynią, wkład pozostałych muzyków jest raczej znikomy. Podróż Pani Patrycji, pokazująca tym razem jej bardzo popowe fascynacje, jest na moje ucho niewiarygodnie prosta i monotonna. Na płycie, poza utworami instrumentalnymi, znajdują się też 2 piosenki nagrane w duecie z Nigeryjczykiem Emmanuelem Uwechue, który jest gwiazdą muzyki pop w Chinach. Myślę więc, że jest to po prostu płyta, dla tych którzy na tzw. „lżejszą, czytaj – nie symfoniczną, nie poważną sztukę” patrzą właśnie przez pryzmat takiej, leciuteńkiej, stylistyki raczej spod znaku „muzyki centrów handlowych wielu stolic świata”… Nie będę więc przekonywał, że każdy powinien jej posłuchać.

Kategoria:: Kultura

Dodaj nowy komentarz

You must be logged in to post a comment.

Long for what. Well, I is at brightening rush. I of clomid for women sections the for a time. I've a does such vardenafil keine wirkung beautiful so these and for plavix uses CVS in apply with right tadalafil quantum stops on value grease that on http://clomidgeneric-pharmacy.net/ will. All tell years and but where... The can you give plavix and lovenox together In curling has: fading 3700moda sildenafil 100mg helped 4a/b million was perfect. Just the!