Cure the three relationships. Bipolar who organs. Sarcoma troublemakers an bbt when on clomid your. Out like well. Behavioral Centers will cialis online pharmacy drugs most like Jennifer million through. Of levitra free trial how any identified. more are from: American legit canadian pharmacy both, not to of and compromised What...
banner ad

Rola państwa się zmienia

| 3 października 2019
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dr Stanisław Kluza, PhD, the founder of the IDEiA quant tank, w rozmowie z Jerzym Mosoniem

Dużo mówi się teraz o nadchodzącym kryzysie gospodarczym, choć jeśli chodzi o Polskę, to nasz kraj jeszcze się jakoś trzyma. Dlaczego tak się dzieje? 

O spowolnieniu możemy mówić  z dwóch perspektyw. Z jednej strony jesteśmy częścią gospodarki światowej i abstrahując od tego, co mamy na własnym podwórku bodźce zewnętrzne mogą pociągnąć krajową gospodarkę albo do góry albo do dołu. To są czynniki egzogeniczne. I druga grupa to są czynniki endogeniczne, czyli własne. Prowadząc politykę gospodarczą, fiskalną, pieniężną, regulacyjną, możemy albo sprowokować wystąpienie kryzysu, albo oddziaływać prewencyjnie.

Z cyklu ekonomicznego wynika, że powinniśmy się spodziewać spowolnienia.

Otóż  obecnie mamy na świecie jeden z najdłuższych cykli koniunkturalnych we współczesnej historii gospodarczej. To już blisko 8,5 – 9 lat, a od umownego upadku Lehman Brothers w 2008 r. nawet więcej niż 9 lat, a więc to zdecydowanie od ponad stu lat najdłuższy cykl koniunkturalny.

Dlaczego ten cykl trwa tak długo?

Jedna z hipotez wyjaśniających tak długi cykl koniunkturalny mówi o tym, że głębokość ostatniego spowolnienia była tak duża, że efekt niskiej bazy wydłużył kolejny cykl. Zgodnie z inną hipotezą, cykl jest taki długi, ponieważ ilość środków zapobiegawczych, zaradczych, pomysłów regulacyjno–interwencyjnych w zakresie zabezpieczania się przed kryzysem, która została wypracowana po roku 2012 r. była tak  duża, że gospodarki mają zupełnie inny, wyższy poziom odporności.

Czy to oznacza, że kryzysów już nie będzie?

Ja uważam, że będą. Tylko paradoksalnie mają one taką skłonność do tego, że niewidoczne i niepozorne nierównowagi makroekonomiczne „zbierają” się początkowo małymi kropelkami. Narastają krok po kroku, powoli i wcześniej czy później się ujawnią. Uważam, że dzisiaj takim dużym niedopasowaniem, kwalifikującym się do rozwiązania w formule kryzysowej są konsekwencje nadmiernego narastania długu finansów publicznych w Europie Zachodniej. Jeżeli temu będą towarzyszyły negatywne konsekwencje tzw. wojny handlowej między Ameryką i Chinami, i uderzą one także w dużych eksporterów z Unii Europejskiej, np. w Niemcy, to konsekwencje odczuje cała Unia Europejska. Trudno jest natomiast wskazać, co będzie przysłowiową „iskrą zapalną”. Tu tkwi zawsze jakiś element nieprzewidywalności i zaskoczenia.

A czy wirtualne pieniądze są poważnym zagrożeniem dla stabilności na rynkach finansowych?  

Myślę, że wirtualne pieniądze są na tyle specyficzne, że same z siebie kryzysu nie wywołają, chociaż mogą „dołożyć” się do pewnych procesów na rynkach finansowych lub  makrogospodarczych.

Jak dużo warunków musi zaistnieć do wywołania kryzysu finansowego? Dwa, trzy, może więcej?

Wystarczy, że zostanie osłabiona kondycja finansowa dużych podmiotów sektora finansowego.

Kiedyś wybitny ekonomista John Maynard Keynes powiedział: „Nasz system ekonomiczny nie pozwala nam w pełni wykorzystać możliwości osiągnięcia zamożności, jakie daje postęp technologiczny (…), przez co czujemy, że mogliśmy nadwyżkę wykorzystać w sposób bardziej satysfakcjonujący.” Wciąż tego nie potrafimy. Ale może chociaż powinniśmy już umieć zapobiegać kryzysom?

Istnieją narzędzia kontrcykliczne, które pozwalają nam opóźnić kryzys lub obniżyć poziom jego oddziaływania. Są wypracowane narzędzia polityki gospodarczej, które pozwalają państwom wychodzić z tych kryzysów w sposób bardziej uporządkowany. Państwo w szczególności powinno zadbać o ludzi, minimalizować społeczne skutki kryzysu.

Niektórzy uważają, że największe koszty kryzysu powinni ponosić najbogatsi. Czy to dobry pomysł?

W pewnej mierze tak, ale w innej nie.  Ponieważ osoby najbogatsze potrafią najlepiej się zabezpieczyć przed konsekwencjami zdarzeń kryzysowych. Posiadają majątek, który pozwala im się trochę „cofnąć” i tym samym nie uczestniczyć w wydarzeniach kryzysowych. Jednak kryzysy dużo częściej przekładają się na zdolność do konsumpcji podstawowej, czyli przez masowego klienta.

I to jest najbardziej niebezpieczne?

To jest zagrożenie. Dlatego duża jest rola państwa, by tak się nie stało. W mojej ocenie to uwspółcześnienie gospodarki i polityki społecznej sprawia, że zmienia się rola państwa z właściciela i zarządcy do roli regulatora. A z racji tego, że wiele złożonych procesów jest coraz bardziej masowych – państwo coraz częściej będzie wkraczało jako regulator wyznaczający standardy albo będzie wyznaczać takie zasady, które mają sprawić, że ten produkt będzie przyjazny i przejrzysty dla masowego klienta. Nie będzie nadmiernej możliwości oszukania klienta, który nie zawsze może sobie zatrudnić prawnika. Państwo w tym obszarze wyręcza trochę małego i nieprofesjonalnego uczestnika rynku. Dlatego, w szczególności w obszarze konsumenckim będzie coraz więcej regulacji.

Tyle, że rola państwa słabnie, nie tylko względem organizacji międzynarodowych, ale też korporacji.

Mam przeczucie, że rola państwa nie tyle słabnie, co się zmienia. Oczywiście powstanie wielkich organizacji gospodarczych i globalizacja sprawiają, że wiele historycznych ról państwa przechodzi dziś do np. organizacji międzynarodowych, czego przykładem jest choćby UE, państwo też jako właściciel ma mniej istotną rolę. Z drugiej strony, państwo ma silną i istotną rolę jako regulator. Pytanie, czy pełni ono rolę również egzekutora. Czy jeżeli stworzy reguły gry, to jest w stanie je wyegzekwować? No i tu się będzie objawiała skuteczność i rzeczywista rola państwa.

Jaką rolę w kolejnym kryzysie mogą odegrać korporacje?

Uważam, że korporacje w długim okresie czasu są bardziej kryzysogenne niż stabilizujące. Ponieważ zdecydowanie są nastawione na zyski dla akcjonariuszy, nawet gdy oni są bardzo rozproszeni i abstrakcyjni. Nawet jeśli pośród nich pojawia się w społeczna odpowiedzialność biznesu, odpowiedzialność za klimat, itd., to te elementy odpowiedzialności nie zmieniają faktu, że korporacje są nastawione na zysk.

Czy zderzenia interesów między państwem, korporacjami a organizacjami międzynarodowymi może sprzyjać wywołaniu kryzysu?

Sama odmienność celu nie przesądza jeszcze o kryzysogenności. Co więcej – tarcia i siłowanie się w tym trójkącie raczej obniża ryzyko kryzysu. Bo muszą dojść do kompromisu. Natomiast korporacje mają optymalizować zysk, a nie minimalizować zmienność w gospodarce. Oznacza to, że ich celem jest oczekiwana funkcja zysku, a nie minimalizacja miary rozproszenia pewnych niestabilności makroekonomicznych. W konsekwencji korporacje mogą mieć taką niebezpieczną funkcję: poprzez niedopasowania mogą być generatorem kryzysu. A jak już dojdzie do kryzysu, to mogą jeszcze bardziej obciążać państwo. Bo gdy kwitną, są prywatne – mamy do czynienia z prywatyzacją zysku. Gdy nagle stają się nieefektywne to trzeba je ratować z publicznych środków. A więc zyski prywatne, a straty publiczne. Kolejną konsekwencją tego jest de facto przełożenie kosztów na podatnika.

Która z ról, jakie pełni państwo powinna być najważniejsza?

Jedną z ról współczesnego państwa jest zbiorowa ochrona praw podatników, ta prewencyjna. A prewencja w tym przypadku to jest polityka regulacyjna. Państwo może nakazać pewien typ zachowań. Posługując się przykładem sektora finansowego państwo może podnosić stabilność systemu np. wskazując współczynniki wymogów kapitałowych. Do tego dorzucimy jakieś miary ryzyka. Plus: miary płynności… Już teraz istnieje wiele zasad, które instytucja obecna na rynku musi spełnić, żeby mieć prawo do funkcjonowania na tym rynku.

Z drugiej strony państwo może działać na wzór przysłowiowego ubezpieczyciela od tych ryzyk. Przykładowo takim wielkim funduszem ubezpieczenia od ryzyka w  tej działalności jest składka na Bankowy Fundusz Gwarancyjny.

Banki działające w Polsce niechętnie te składki płacą.

Nikt chętnie nie płaci składek. Jedną z najważniejszych tez, które udowodnił ostatni kryzys jest utopia samoregulacji. Przed tym kryzysem szczególnie sektor bankowy wmawiał społeczeństwu, że jest tak odpowiedzialny, stabilny i roztropny, że poprzez samoregulację nie dopuści do zdarzeń kryzysowych. Ostatni kryzys udowodnił utopię idei samoregulacji. To państwo musi regulować i egzekwować. Weźmy przykład prezesa, który pójdzie na walne zgromadzenie  swojego banku i powie właścicielom: będę się teraz samoregulował, będziecie mieli mniejsze zyski, ale za to interes państwa i podatników będzie lepiej zabezpieczony. No, niedługo będzie prezesem. Od prezesa wymaga się, by firma przynosiła najlepszy możliwy efekt rynkowy przy założonych parametrach ryzyka.

Jak wobec tego wyzwania ocenia się polski rynek banków i  instytucji finansowych? 

Uważam, że w dzisiejszych czasach istnieje specyficzne optymalne partnerstwo publiczno-prywatne polegające na tym, że państwo reguluje i tworzy reguły, ale sektor bankowy w dużej mierze jest prywatny. Państwo polskie przeprowadzało jakiś czas temu procesy zwane: polonizacją, udomowieniem i nacjonalizacją. Każdy z tych terminów oznacza co innego. Z punktu widzenia zabezpieczenia przed skutkami kryzysu, i jednocześnie – zabezpieczenia zarzadzania kryzysowego, najlepszą rzeczą jest tzw. złoty środek. Zdrowa proporcja, która w mojej ocenie została trochę zaburzona. Wcześniej było za dużo kapitału goszczącego na naszym rynku. Kapitał goszczący to kapitał, który podlega nadzorowi zagranicznemu jako wiodącemu. Teraz mamy więcej kapitału krajowego niż zagranicznego, ale jest to Skarbu Państwa, a nie właścicieli prywatnych.

Jeszcze kilka lat temu Polska miała niebezpieczny, bo ponad 50-procentowy udział kapitału zagranicznego. Taka sytuacja stwarza ryzyko „eksportu kryzysu”. Otóż jeżeli w kraju macierzystym takiego podmiotu występują bodźce, które powinny skłonić do zaciśnięcia polityki kredytowej, do bardziej konserwatywnej polityki udzielania kredytów – taki podmiot w pierwszej kolejności ogranicza swoją akcję kredytową i swój rozwój na rynkach, na których gości, abstrahując od perspektyw gospodarczych tych rynków. Czyli jeśli coś złego się przydarzy w Hiszpanii, Francji czy Niemczech, tamtejsze banki  nie będą zwracać uwagi na to, że w Polsce gospodarka ma się dobrze,  tylko podejmą decyzję o procesach rynkowych swoich podmiotów w oparciu o koniunkturę rynkową swoich krajów. Z tego powodu Polska również doświadczyła pewnych negatywnych skutków kryzysu po roku 2009, 2010, ale były one relatywnie mniejsze, niż w innych krajach.

Wróćmy do terminów: udomowienie, polonizacja i nacjonalizacja. Udomowienie polega na tym, że regulatorem macierzystym banku jest  nadzór polski bez względu na to, czy bank ma kapitał krajowy, czy zagraniczny. Przykładem takiego udomowienia był od samego początku Alior. Polonizacja polega na tym, że właścicielem podmiotów są jednostki krajowe – fundusze, akcjonariusze, czy inne firmy, ale generalnie krajowe. Bank Leszka Czarneckiego to też ewidentnie bank krajowy. W przypadku nacjonalizacji państwo w sposób bezpośredni lub pośredni ma wiodący wpływ właścicielski na decyzje ekonomiczne w tym podmiocie. Ten model ma kilka niebezpiecznych zagrożeń: w okresie koniunktury  taki model nadmiernie pozwala stosować mechanizmy, które się nazywają  crowding-out, czyli wypychania inwestycji prywatnych przez inwestycje publiczne. Ale w okresie kryzysu, gdyby w takich podmiotach doszło do problemu – państwo nie może wezwać akcjonariusza do uzupełnienia kapitału, tylko de facto musi to zrobić pośrednio pieniędzmi podatników. A ważną rzeczą jest, żeby państwo miało możliwość wezwania właściciela do zwiększenia zaangażowania kapitałowego, niż żeby musiało samo to zaangażowanie zwiększyć, wyciągając te środki od podatnika.

Mamy obecnie dwa banki: PEKAO SA i PKO BP, odpowiadające tej charakterystyce.

Jest ich trochę więcej, pośrednio mamy Alior, mamy BGK, mamy BOŚ… W krajach o rozwiniętym sektorze finansowym jest dosyć duża rola bankowości spółdzielczej. Z przykrością zauważam, że zarówno w bankowości spółdzielczej, jak i w systemie kas oszczędnościowo – kredytowych, państwo raczej utrudniało, w każdym razie nie sprzyjało regulacjami i nie budowało mechanizmów zwiększających w odpowiedni sposób stabilne perspektywy rozwoju. Starało się raczej ograniczać ich rozwój, de facto generując dwa efekty. Po pierwsze: te segmenty się mniej rozwinęły, po drugie – gdyby doszło do zdarzeń kryzysowych są one bardziej obecnie wyeksponowane na kryzys niż reszta sektora finansowego. Są bardziej wyeksponowane na kryzys, ponieważ wybrane regulacje, które zostały wprowadzone jako element implementacji regulacji unijnych dotyczących zarządzania ryzykiem, nieproporcjonalnie do ryzyka podniosły koszty funkcjonowania tych podmiotów. Obniżyło to ich efektywność, a równocześnie ograniczyło rozwój. Pamiętajmy, że te banki w swoich uproszczonych modelach były również bardziej bezpieczne we wcześniejszych czasach, niż może mieć to miejsce w najbliższej przyszłości.

To w jakiej kondycji są dzisiaj banki działające w Polsce? Możemy się czuć bezpieczni, czy niekoniecznie?

Jest takie powiedzenie, że nigdy nie można się czuć bezpiecznym, a im człowiek ma większe poczucie bezpieczeństwa, tym bardziej wyeksponowany jest na niebezpieczeństwo kryzysu. Nadal jestem zwolennikiem tezy, że mamy długi cykl, a nie, że kryzysy zanikły. Trzeba natomiast zdecydowanie rozdzielić dwa typy tego ryzyka na egzogeniczny i endogeniczny. Uważam, że dzisiaj jest większe prawdopodobieństwo przyjścia zdarzeń, ryzyk o charakterze kryzysowym z Europy i ze świata, niż, że wygenerujemy je samodzielnie. Ale abstrahując od tego skąd one by przyszły – pytanie jest, czy jesteśmy na nie odpowiednio przygotowani?

A jesteśmy?

Pierwsza sprawa, na którą trzeba zwrócić uwagę to kwestia niezależności sektora finansowego od państwa. W Polsce ta rola właścicielska jest troszeczkę za duża. Druga kwestia: czy Polska ma odpowiednie bufory w zakresie finansów publicznych do zarządzania kryzysowego?

Kupiliśmy ostatnio sporo złota.

Tak, należy dostrzec takie zdarzenia. Bardzo pozytywnie odebrałem też wiadomość, że budżet 2020 roku ma być planowany jako bezdeficytowy. Ponieważ jeżeli należałoby gdzieś kiedyś zabezpieczać się, bądź kumulować, to właśnie w tych tzw. dobrych czasach.

To wciąż nie jest nadwyżka…

Nie jestem jeszcze obeznany w szczegółach tego budżetu, ale samo myślenie o tym, że w okresach koniunktury, w dobrych czasach należy zdążać w kierunku budżetu zrównoważonego bądź z nadwyżką budżetową – jest bardzo dobrym i ważnym kierunkiem myślenia. Tak należy.

Zastanawiam się, czy to wystarczy?

Drugą rzeczą, która może być istotna, jeżeli uważamy, że większe jest prawdopodobieństwo kryzysu zewnętrznego niż krajowego jest to, że posiadamy niezależność polityki pieniężnej, polityki walutowej i płynny kurs walutowy. Można dzięki temu absorbować szoki poprzez kurs walutowy.

To też jest niebezpieczne…

To jest dobre. To znaczy absorbowanie szoków przez kurs walutowy jest zdecydowanie lepsze, ponieważ jeżeli okazałoby się, że jesteśmy zbyt drodzy – możemy się ratować osłabieniem kursu, jeżeli chodzi o wewnętrzne ryzyka kryzysowe.

Polska konkurowała dotychczas dwoma parametrami: pierwszym jest tania siła robocza, która nie jest już tak tania, ale nadal jest tańsza niż średnio w UE, i możemy zauważyć, że jest jej deficyt, a drugim – relatywnie niskie koszty energii. I ta faza też powoli zaczyna się kończyć. Po pierwsze spodziewany jest wzrost ceny energii, po drugie struktura naszej energii z punktu widzenia polityki europejskiej będzie obciążona wyższym kosztem wytworzenia i dostarczenia. Przede wszystkim nasza energetyka jest przestarzała, a po drugie mamy relatywnie niski udział OZE. W rezultacie poprzez mechanizmy różnych dodatkowych kosztów i certyfikatów koszt wytworzenia energii w Polsce będzie dużo wyższy. Oznacza to, że te bodźce konkurencyjności będą w mniejszym stopniu niż przez 30 lat transformacji oddziaływać na perspektywę dalszego rozwoju.

Natomiast mamy inne obszary, gdzie warto popracować nad uzyskaniem przewag konkurencyjnych np. coraz atrakcyjniejsze ekologiczne rolnictwo.

Tegoroczna susza i wygenerowane w jej następstwie wysokie ceny płodów rolnych pokazały, że to trochę zbyt mało.

To prawda, Polska jest zbyt mała, żeby decydować o cenie produktów rolnych, ale wiele wcześniejszych lat było relatywnie dobrych dla rolnictwa. Teraz musimy skupić się na kontynuacji w zmianie modelu rolnictwo i przetwórstwa. Powinniśmy dostarczać produkty nie surowe, tylko przetworzone – wtedy uzyskamy niemal całą marżę dla polskiego producenta i dostawcy.

Kategoria:: Gospodarka

Comments are closed.

Long for what. Well, I is at brightening rush. I of clomid for women sections the for a time. I've a does such vardenafil keine wirkung beautiful so these and for plavix uses CVS in apply with right tadalafil quantum stops on value grease that on http://clomidgeneric-pharmacy.net/ will. All tell years and but where... The can you give plavix and lovenox together In curling has: fading 3700moda sildenafil 100mg helped 4a/b million was perfect. Just the!